Lista aktualności Lista aktualności

GDZIE SĄ WRÓBELKI?

     Pamiętam ze swego dzieciństwa bajki, gdzie wróbel, szary, mały wróbelek -  był wielkim bohaterem.

     „Przygód kilka wróbla Ćwirka” czy „Przygody wróbelka Elemelka” przyciągały dzieciaki w porze dobranocki przed ekrany TV. Wtedy wróble bardzo licznie zamieszkiwały  miejską dżunglę. Były najbardziej powszechnymi i rozpoznawalnymi ptakami. Latem dobiegał od rana ich radosny świergot. Po deszczu chętnie kąpały się w kałużach – robiąc przy tym dużo hałasu (uwielbiają też kąpiele w piasku). Zimą wróble licznie odwiedzały, przygotowane na zajęciach technicznych w szkole, karmniki.

      Dzisiaj wróble domowe zniknęły z miast. Nie widać ich na przedmieściach. Co się stało? No cóż zadziałał człowiek. Homo sapiens pozatykał dziurawe poddasza, wykarczował dające schronienie krzaki, tępi chwasty i owady, używa w uprawach chemii. Barwne „strachy na wróble”, które były elementem naszego krajobrazu, straciły pracę. Wróbli żal, strachów żal, i Ćwirka i Elemelka… .

      Wracając do wróbla, to oczywiście nie jest tak, że już należy ogłaszać alarm, ale jest to czas żeby zwrócić uwagę na problem. Nie możemy przestać być czujni. Musimy zrobić wszystko, żeby te szare ptaszki wróciły nad miejskie skwery. 20 marca obchodzimy „Dzień Wróbla” więc jest okazja żeby  porozmawiać o tym, co możemy zrobić aby pomóc wróbelkom.

        W latach 1958 – 1962 rząd Chin ogłosił walkę z czterema plagami. Na liście oprócz szczurów, komarów i much znalazły się również wróble, którym przypisywano  straty w uprawach zbóż. Zdyscyplinowany chiński naród skutecznie wybił ogromną ilość ptaków doprowadzając tym, w kolejnych trzech latach, do śmierci głodowej około 30 milionów obywateli. Dlaczego? To proste  plony z pól zjadała szarańcza, nie mająca naturalnego wroga. W przyrodzie każdy jest po coś, a bardzo łatwo zachwiać równowagą, zaburzyć ekosystem. Decyzja przywódcy Chińczyków Mao Zedonga doprowadziła do jednej z największych katastrof ekologicznych i wielkiej ludzkiej tragedii. Ale tak, to jest z dyktatorami…

       Wróble potrzebują miejsc do gniazdowania, potrzebują łąk i trochę chwastów, potrzebują owadów i krzewiastych zarośli, dlatego sadźmy żywopłoty z graba, buka, cisa pospolitego, świerka,  sadźmy  krzewy i drzewa owocowe oraz kwietne rabatki. Rozwieszajmy budki lęgowe i karmniki pełne ziarna - zimą. Przyczynimy się w ten sposób do utrzymania populacji wróbla, małego, radosnego i bardzo ciekawskiego ptaszka, który towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów.

      Na zdjęciach pokazane są dwa najbardziej pospolite gatunki z rzędu wróblowatych występujące w Polsce. Często mylone, ponieważ są bardzo do siebie podobne. Wprawne oko ornitologa różnice zobaczy od razu, kto ma problem odsyłam do bogatej literatury.

Wróbel zwyczajny – passer domesticus – najbardziej liczny, kocha miejską dżunglę. Nie lubi niskich temperatur, ale ponieważ jest słabym lotnikiem, zimę spędza w kraju, chowając się w gęstych zaroślach i chętnie korzysta z dokarmiania.

Mazurek –  passer montanus – stroni od betonowej zabudowy miast, raczej wybiera, podmiejską przestrzeń czy wiejskie krajobrazy. Często gniazda zakłada w dziuplach drzew, które pozostawiły inne ptaki. Nie boi się niskich temperatur. Też częsty gość zimowych „stołówek”. 

      Wróblowate łączą się w pary na całe życie. Wyprowadzają lęgi kilka razy w roku, ale niestety zaledwie 25-30% piskląt ma szansę na dorosłość. Chrońmy wróbelki, to może znowu usłyszymy ich radosny poranny świergot wpadający przez okno wraz z promieniami słońca.

DARZ BÓR